180☕ …

180☕

– Kocham Święta od dziś Pani Moniko. – Barista wkroczył do królestwa starszej pani chwilę po tym, jak usłyszał, że wróciła z piekarni przynosząc świeże pieczywo. Nic tak nie działało na jego kulinarną wyobraźnię, jak intensywny zapach świeżego chleba.

Jego mama, gdy jeszcze żyła, zawsze witała go smacznymi wypiekami z pobliskiej piekarni. Czasem był to zwykły razowy chleb, chrupiący i aromatyczny, posmarowany grubo masłem i opruszony cukrem. Innym razem na stole królowały bagietki z szynką, którą udało się kupić po staniu w długaśnych kolejkach. Ale najczęściej były to klasyczne precle. O tak! One były najsmaczniejsze.

Do dziś w drodze do kawiarni zawsze kupuje siedem precli- dwa sobie i po jednym Dla Belli, Kasi, Mariki i dwa dla szefa. A, gdy ktoś odmówi, choć zdarza się to niezmiernie rzadko, chętnie zaszywa się w magazynku, gdzie z lubością wgryza się w okrągłe kształty precla, oczywiście dzierżąc w drugiej dłoni kubek, który kiedyś dostał od Belli.

Teraz Pani Monika zapraszająco spojrzała w jego stronę i pozwoliła mu wnieść ciężkie zakupy do kuchni i położyć na stole.

– Jak się spało chłopczyku? – Pani Monika usiadła wygodnie przy stole.

Barista zerknął dyskretnie do zawartości płóciennej torby, skąd wdzięcznie odpoczywały smukłe bagietki. Liczba pięć oznacza, że prawdopodobnie trafią mu się dwie i wkrótce wgryzie się w chrupiącą skórkę.

– To jak Pani Moniko? Budzić dziewczyny?

– Nie. Niech sobie jeszcze śpią. Bella wczoraj siedziała nad jakimiś notatkami do późna. Zróbmy sobie kawę i kanapki. Dziewczyny na pewno obudzą się, kiedy zapach kawy rozniesie się po domu. – dodała.

To może ja tym razem zrobię coś dla Pani, Pani Moniko. Jestem wdzięczny za gościnę. Bardzo.

179☕ …

179☕

Święta Bożego Narodzenia w Białymstoku okazały się strzałem w dziesiątkę. Bella uwielbiała całe te zamieszanie, krzątaninę i poszukiwania prezentów, wspólne mielenie maku oraz klejenie uszek z grzybami do barszczu. Litry wypitej kawy z Oliwką i przegadane noce o tym i owym sprawiły, że Bella poczuła się wypoczęta. W końcu rok 2018 miał być jednym z bardziej znaczących w jej karierze zawodowej. Zdobyła przecież wymarzone od lat certyfikaty baristycznie. I to gdzie? W samym centrum kawowego imperium, w Rzymie.

To, że Włochy nie należały do imperium plantatorów kawy, wie każdy miłośnik tego magicznego płynu. Barista nawet planował pojechać do Brazylii i Wietnamu, by tam chociaż raz być świadkiem zbiorów kawy, jednak jego zamiary pokrzyżował szef, który postanowił sprzedać kawiarnię, miejsce nie tylko pracy Baristy, ale i Belli. Tam się poznali i tam chcieli tworzyć nowe impresje kawowe. I właśnie tam, nad jedną z tysiąca przygotowanych kaw zrozumiał, że tylko przy Belli czuje się sobą. Nie musi nic udawać, nie musi napinać się, by zaimponować kobiecie. Ona w mgnieniu oka rozumiała, co było mu potrzebne. Czasem wystarczyło dotknąć rozklekotanego ekspresu, by za chwilę Bella pojawiła się w drzwiach kawiarni i przynosiła nowo zakupiony filtr do grupy i wszystko wracało do normy.

Teraz oboje siedzieli przy stole kuchennym pani Moniki i dopijali kawę z rumem. Takiej rozgrzewającej mieszanki kofeiny, suszonych skórek pomarańczy i smacznego, acz bardzo mocnego alkoholu nie pił.

– Coś w tym jest! – Barista poprosił panią Monikę o małą dolewkę. Miał wrażenie, że tam był jeszcze jeden składnik, ale sam chciał wyczuć, więc tym razem zanim zanurzył usta w filiżance, najpierw wziął głęboki wdech. Jego nos wyczuł delikatny aromat czekolady. To pewnie kawa. Potem pomarańcze zdominowały całość, by ostatecznie uwolnić … melasę… Tak, to była melasa!

– Pani Moniko, czy mogę spróbować tego rumu? Ale bez kawy. Chciałbym sprawdzić jego smak.

Pani Monika spojrzała porozumiewawczo na Bellę i Oliwkę i otworzyła drzwiczki do małego kredensu, w którym magazynowała swoje tajemnicze zapasy.

– Chcesz poznać wszystkie szczegóły mojej tajemniczej kawy chłopczyku? No, skoro będziesz w rodzinie…. Prawda Bello?

– Ja nic nie wiem na ten temat – Bella zarumieniła się i postawiła na stole trzy kieliszki. Teraz pani Monika z wielkim namaszczeniem otworzyła małą kształtną buteleczkę i po chwili zrobiła to samo z drugą i trzecią flaszeczką.

– A to próbuj chłopczyku, próbuj. A jak wejdziesz do rodziny… pokażę ci więcej moich sztuczek.

178☕️ …

178☕️

– Cytryna? Pomarańcze? Migdały? Mak? Kawa? No właśnie. Kawa. Jaką kupujemy? – Oliwka spojrzała nieporadnie na Bellę. Wiedziała, że ta poda jej gotowe rozwiązanie, bo co jak co, obie kochały ten magiczny płyn, jednak Bella znała się na nim lepiej. W końcu pracowała jako baristka. I to jaka! Kawiarnie, w których pracowała, wręcz podwajały swój dochód, a ilość stałych bywalców zwiększała się z dnia na dzień. Oliwka znała smak kawy, którą przygotowywała Bella z wielkim namaszczeniem, a każda filiżanka, jaką podawała klientom miała fikuśny wzorek na piance mlecznej.

Jednak najsmaczniejsze było espresso. Oliwka długo się do niego przekonywała, podchodziła do niego jak jeż do głaskania. Jednak jedna pamiętna wizyta w Rzymie zmieniła wszystko. I znów okazało się, że Bella decydowała o smakach i innych kawowych dodatkach. Obie kuzynki uczestniczyły wtedy w krótkim kursie parzenia kawy po włosku. Niby nic. Przecież to było tylko espresso, bez jakichkolwiek syropów smakowych, bez kolorowej posypki. A jednak Alessandra, ich włoska mentorka i prywatnie przyjaciółka Belli, zadbała o każdy detal edukacji dziewczyn. Bo przecież nawet nierówno zmielone ziarno mogło nabroić wiele i zniszczyć orzechowy posmak magicznego płynu. Barista bawił w tym czasie u swoich kuzynów we Florencji, wiec Oliwka nie miała okazji go poznać, ale znała z soczystych opowieści Alessandry i to jej wystarczyło, by stwierdzić, że Bella była zatopiona z miłości po uszy, jak dobra kawa przykryta spienionym mlekiem po brzegi w głębokiej filiżance.

– Hę? Mówisz kawa? Nie przepadam za tymi z półek sklepowych. Są mieszaniną ziaren różnej jakości. Wolałabym coś bardziej w moim guście.
– No to masz babo placek, a raczej masz kawę plujkę, bo ani ja, ani mama nie znamy tu żadnej palarni. Podobno białostoccy bariści bazują albo na jednym gatunku, który zapewnia im dostawca, albo szukają palarni w Krakowie, czy Warszawie…

– Krakowie mówisz? Dobrze! To my też stamtąd weźmiemy kawę. Poczekaj. – Bella wyciągnęła telefon z zapchanej zakupami torby i wybrała numer Baristy. Bardzo chciała usłyszeć jego głos, chociaż wiedziała, że przygotowywał kawowy catering świąteczny dla jednej z firm.

– Halo? Bella, kochanie, czy coś się stało? – ciepły, męski głos w słuchawce przyprawił Bellę o rumieńce.

– I tak i nie. Nie mamy dobrej kawy, a bez niej święta to nie święta, rozumiesz? – Bella machnęła porozumiewawczo w stronę Oliwki i wskazała kciukiem na kawiarenkę obleganą przez bywalców galerii. Jej uśmiech oznaczał, że ten głos to nikt inny, jak jej prince charming, Barista.

Oliwka postawiła wszystkie torby pod stolikiem. Teraz musiała chwilkę poczekać z zamówieniem na Bellę, której uśmiech nie schodził z ust.

– Już jestem. A kawa tez będzie. Dziś mielona i dziś dostarczona. Mówisz i masz!

– Cudownie. To zaczynamy świętować?

– Tak sis! Zaczynamy!

177 ☕️ …

177 ☕️

– Jak ja nie cierpię chodzić po centrach handlowych przed świętami. To jakaś chora sytuacja! – Bella ostentacyjnie pociągnęła Oliwkę za kurtkę, bo zauważyła nadciągający kataklizm. Oto małżeństwo w średnim wieku, spocone i obładowane chyba toną, jak nie lepiej, zakupów, zbliżało się do dziewczyn w zatrważającym tempie. I nie zważając na Oliwkę przyklejoną do wystawy sklepowej, popchnęli ją z impetem tak, że mało brakowało, by nosem wylądowała na szybie dzielącej ją od pierścionków, łańcuszków i innych srebrnych atrybutów eleganckiej kobiety. Na szczęście Bella umiała obserwować ludzi. Niemal czytała ich myśli i od jakiegoś czasu przypatrywała się właśnie tej parze.

Niby nic nadzwyczajnego. Tacy przypadkowi klienci. Jednak i on i ona wyglądali na zdegustowanych i bardzo mocno podirytowanych.

– Widziałaś ich? – Bella wskazała nosem w kierunku pary, która właśnie zaczęła głośno się kłócić. – Jak to mi przypomina moją sytuację sprzed lat.

Nie był to miły obrazek. Ludzie przyszli do sklepu, by zrobić ostatnie prezenty a tu? Zafundowali sobie dzień pełen żalu i złośliwości. Każdy ruch ręką, każde dłuższe spojrzenie na drogie przedmioty wystawione, by kusić spotykały się z tekstami partnera typu „gdybyś tyle nie wydała na fryzjera…”, „co się tak przyglądasz, przecież jesteś za gruba na to…”, „nie mam juz siły utrzymywać ciebie i twoich rozwrzeszczanych bachorów…”.

Bella zbyt dobrze pamietała takie zakupy. Jej poprzedni chłopak wciąż narzekał na wszystko, gdy tylko zaczynali przygotowywać prezenty na święta . Wypominał wtedy Belli jej obfite kształty i przeciętną urodę i oczywiście brak pieniędzy. Zawsze kończyło się jej płaczem i ucieczką ze sklepu. A gdy pewnego wieczoru po raz kolejny rozpoczął dyskusję na temat jej niskich zarobków, wtedy coś w niej pękło. Siedzieli wówczas w małej knajpce nieopodal centrum handlowego i czekali na seans w kinie. Miało być cudownie i romantycznie, a wyszło jak zawsze. Z jednym tylko wyjątkiem. Tamtego pamiętnego dnia Bella miała ochotę na gorący suflet czekoladowy i kelner właśnie postawił przed nią małe naczynie, którego zawartość zdradzała słodką niespodziankę. „Tylko uważa pani na suflet. Właśnie sam wyjąłem go z piekarnika. Może sparzyć.” I uśmiechnął się do niej tak pięknie, że Bella nie potrafiła wydusić z siebie nic. Skinęła jedynie głową i postukała łyżeczką w chrupiącą czapeczkę sufletu. Jednak jej chłopak zdążył zauważyć zmieszanie na twarzy Belli i głośno skomentował jej brak figury tak, by kelner usłyszał każde słowo.

Wtedy Bella zamarła. Tak. Pamięta to dokładnie. Spojrzała w stronę kelnera, a gdy podszedł do stolika poprosiła o porcję gorącej czekolady. Potem wydarzenia potoczyły się w mgnieniu oka. Suflet został schrupania do ostatniego okruszka a szklanka czekolady powędrowała na nowiutką bluzę byłego juz chłopaka… Kto zapłacił? Oczywiście, że ona. To był ostatni ich wspólny wypad na miasto i nie tylko.

Oliwka zdążyła już stanąć w bezpiecznej odległości od szyby.

– Widzę, teraz tak. Dzięki, że ich zauważyłaś. Kto wie, co by się stało, gdyby szyba pękła… Musiałabym płacić za wszystkie szkody i jeszcze pewnie policję by wezwano, i uczniowie by mnie zobaczyli, i co bardziej operatywni z pewnością zrobiliby mi żenujące zdjęcie… a potem na Facebooku wszyscy zobaczyliby, jak bardzo jestem niezdarna.

– Obiecałaś mi nie wspominać o szkole. Pogadamy o niej po świętach, bo widzę, że coś się dzieje. Teraz jednak zapraszam cię na kawę. Może do tej miłej kawiarenki na Kilińskiego, gdzie lubisz chodzić. Jak ona się nazywa?

– Maison du Cafe. A zakupy? Nie mam jeszcze prezentów dla mamy i twojego faceta.

– Spokojnie Oliwciu, prezent dla cioci już czeka w mojej walizce. Zobaczysz te cudeńko juz dziś. A Barista? I jemu prezent już mamy. Dostanie pięknie zapakowany sernik twojej mamy. I… mam nadzieję, że podzieli się z nami.

– Spróbowałby nie!

176☕ …

176☕

Oliwka delikatnie zapukała do drzwi pokoju gościnnego, w którym spała Bella.

– Śpisz?

– Nie, nie, wchodź. Zobacz, co przywiozłam. – Bella wyciągnęła z podręcznej walizeczki małe zawiniątko.

– Chemex? O ja cię kręcę, ale mały! – Oliwka aż podskoczyła z zachwytu. – To chyba robi kawę na jedną osobę, prawda?

Bella odstawiła szklane naczynie na stół i wyjęła równie małą wagę. Chwilę później dołączył do nich zgrabny czajniczek z bardzo długim noskiem.

– Jak podasz mi 3 małe filiżanki, wiesz te ze starego serwisu cioci, to czeka nas degustacja dobrej kawy. Pijemy?

– A jakże, chodź pomogę ci to wszystko zanieść. – Oliwka od razu zgarnęła wszystkie rekwizyty i podała Belli swój wielki szlafrok. – Masz, nakładaj i idziemy. Dziś czekają nas wielkie zakupy. Pomożesz mi wybrać prezent mamie. Nigdy nie mam pojęcia, co jej kupić.

Dziewczyny cicho weszły do kuchni. Pani Monika cierpliwie ugniatała ciasto drożdżowe. Jej dłonie najpierw delikatnie zagłębiały się w puszystą masę, po to by po chwili uwolnić się i rozpocząć proces od nowa.

– Bella podaj mi kubek z mąką. Muszę dosypać, bo coś mi się ciasto za mocno klei. – Ciotka wyciągnęła z miski rękę oblepioną masą drożdżową. – I jak minęła noc? Dobrze ci się spało?

– Oj tak ciociu. I co więcej, śniło mi się, że zrobię ci rano pyszną kawę.

– No to spełniaj swój sen i moje marzenie, bo od świtu nie zdążyłam nic wypić. A co to to to? W tym chcesz robić kawę?

Oliwka zdążyła już zagotować wodę, postawić na stole wagę i Chemex. Gdy tylko gwizdek z czajnika obwieścił koniec gotowania wody, Bella z precyzją laborantki złożyła dość gruby filtr na cztery.

– Mogłabyś być z powodzeniem nauczycielką składania origami, albo przynajmniej geometrii. – Oliwka z podziwem obserwowała ruchy kuzynki.

– Nauczycielką? O nie. Nigdy. Byłabym wiecznie sfrustrowana i zestresowana, jak ty. – Bella spojrzała z politowaniem na Oliwkę i wiedziała, że mówi prawdę. Juz od kilku miesięcy słyszała przez telefon, jak kuzynka narzekała na swoją pracę w szkole.

– Patrzcie dziewczyny, bo dwa razy nie będę powtarzać. Filtr wkładam do tego naczynia i lekko go zalewam wrzątkiem, by zlikwidować ewentualny posmak papieru. I teraz Chemex na wagę, stoper gotowy do odmierzania czasu, właściwie dobrana i zmielona kawa przez Baristę do filtra i zaczynamy…

Bella delikatnie przechyliła czajniczek nad Chemexem i bez przerywania strumienia wody, delikatnie zalewała pachnące ziarna kawy.

– Dlaczego to trwa tak długo? – Ciotka wpatrywała się w smużkę ciemno-bursztynowego płynu.

– Teraz czekamy około 30 sekund i ten proces nazywany jest przez baristów BLOOMINGIEM, czyli rozkwitaniem wszystkich walorów smakowych i zapachowych kawy… I gotowe! Teraz Oliwko zakręć delikatnie Chemexem i nalej nam proszę kawy do filiżanek.

– Mhmmmmmm…. Pycha! – białostoczanki zamknęły oczy z zachwytu. Teraz przygotowania do Wigilii mogły nabrać tempa.

175 ☕ …

175 ☕

– Ależ tu pięknie pachnie – Bella wkroczyła do domu Pani Moniki przyozdobiona w wielki kaptur ze śnieżnego puchu i od razu skierowała swoje kroki do kuchni, w której jako mała dziewczynka eksperymentowała z tysiącami pachnących składników. Mieszała złoty cukier trzcinowy z kryształkami białego i potem sprawdzała, jak skwierczy na patelni zamieniając się w kleistą masę. Bywało i tak, że razem z Oliwką kupowały wytrawne wino i próbowały na polski sposób piec amerykańskie ciasteczka. I rzadko bywało, by cała masa lądowała w piekarniku. Częstszym obrazkiem były raczej długie wieczory, kiedy dziewczyny wtulone w kraciaste koce, sączyły cierpki napój i plotkowały o wszystkim i o niczym.

– Bella, nareszcie jesteś! Pewnie zmarzłaś. Chodź kochana moja do mnie – Pani Monika nie mogła powstrzymać łez wzruszenia. Tak bardzo tęskniła za Bellą, która teraz stała w jej kuchni. A raczej skakała z radości z Oliwką.

– Nareszcie razem, nareszcie! – dziewczyny usiadły w końcu przy stole i czekały grzecznie na gorące kakao. Czas się cofnął i obie znów miały po dziesięć lat, a może i osiem. Pani Monika szykowała im wtedy pachnące bułeczki z masłem własnej roboty i te magiczne kakao. Zawsze lekko szczypało w język i zostawiało sumiaste wąsy pod nosem. Wtedy było najciekawiej. A potem ojciec Oliwki wkraczał do kuchni z wielką księgą kucharską i roztaczał przed dziewczynkami tajemniczy obraz przypraw kuchni regionalnej. I wtedy zaczynały marzyć o własnych przepisach, cukierniach i kawiarniach…

Oczywiście kakao było jak zawsze boskie.

– Ciociu? Jak ty je robisz, że zawsze jest takie wyjątkowe? – Bella spojrzała czule na panią Monikę, a ta na widok kakaowych wąsów chrześnicy roześmiała się tak głośno, że zbudziła Ferdynanda, starego kocura, który do tej pory nic nie robił sobie z wizyty Belli.

– A to taka moja mała tajemnica, którą już poznała Oliwka, prawda córciu?

– Tak, mamo. Znam i zdradzę Belli, ale pod jednym warunkiem.

– Jakim? – Bella była gotowa na każde poświęcenie, by zachować smaki z białostockiej rodziny dla siebie. Nawet na tę okazję przywiozła z Krakowa nalewkę, którą przygotowywała latem z Baristą. Wtedy jeszcze oboje przygotowywali się do wyjazdu do Włoch i nalewka była świetnym pretekstem do bycia razem…

– Opowiesz nam jeszcze dziś o tym przystojniaku z twojej pracy. No! Dawaj siostrzyczko! Nic nie ukrywaj. Jaki jest?

174 ☕ …

174 ☕

– Ty chyba żartujesz? Bella do nas przyjeżdża? Kiedy? To niemożliwe? Ona tak rzadko tu bywa… – mama Oliwki zawiesiła głos i próbowała sobie przypomnieć, kiedy jej ukochana córka chrzestna była ostatnio w Białymstoku.

– Oliwia, pamiętasz, kiedy Bella u nas była? – tym razem głos Pani Moniki był donośniejszy i z łatwością pokonał dźwięki robota kuchennego, który z namaszczeniem ubijał pianę do sernika.

Sernik musiał wyjść idealnie i Pani Monika zawsze nadzorowała kuchenne zmagania córki. Zwłaszcza przed Bożym Narodzeniem, gdy wszystko miało być dopięte na ostatni guzik. I nie, żeby córka była akurat niezdarna w pracy. Wręcz odwrotnie. Oliwka przejawiała wszelkie oznaki wspaniałego cukiernika. Jej ciasta i pierniki chwaliły wszystkie sąsiadki z bloku. Niektóre nawet zamawiały wypieki na swoje urodziny. I zawsze prosiły o trzy ciasta – puszysty sernik krakowski, szarlotkę rodem z ogrodu babci Alinki i prawdziwie włoskie tiramisu z przepisu Belli.

Tym razem Święta miały być sernikowe. Świeże jaja z wioski, masło śmietankowe i własnoręcznie kandyzowana skórka pomarańczy czekały na Oliwkę, która sięgnęła po biały ser.

– Co mówiłaś mamo? – Oliwka odstawiła mikser i uśmiechnęła się do Pani Moniki. Lubiła te świąteczne przygotowania od zawsze. Magia Świąt towarzyszyła jej nieodmiennie od pierwszych dni grudnia, kiedy to zaczynała polowanie na prezenty.

– Pytałam, kiedy Bella przyjeżdża, ale ty nigdy mnie nie słuchasz! – Pani Monika udawała obrażoną, chociaż jej zadowolona mina wyrażała coś zupełnie innego.

– Oj mamo, mówiłam ci. To ty nie słuchasz. Lepiej spróbuj tego sera. Jest boski i taki kremowy… a Bella? Była na pogrzebie taty. Nie pamiętasz? Wszyscy na stypie chcieli jeść tylko sernik, który ona upiekła, a którym teraz ja raczę wszystkie twoje osiedlowe przyjaciółki. A będzie za jakąś godzinę i pomoże mi w przygotowaniach do Wigilii. Super, prawda?

– Za godzinę? A my tu mamy taki bałagan. Nawet nie mamy pokoju gościnnego wysprzątanego. Mogłaś mi wcześniej powiedzieć!

Oliwia nic nie odpowiedziała, tylko włączyła ponownie mikser, dorzucając do zmielonego sera pięć jaj. Teraz wystarczyło dodać kilka kropli ekstraktu czystej wanilii (nigdy nie zastępowała jej waniliną) i … potem piekarnik zrobi swoje. Jutro sernik będzie do kawy, którą dziewczyny wypiją razem jak za dawnych lat.

– Niech ta Bella już tu będzie jak najszybciej… Mam tyle jej do powiedzenia – westchnęła i wytarła z policzka pyłek cukru pudru.

173 ☕ …

173 ☕

Ta noc zupełnie nie należała do spokojnych. Rzym od samego rana pokrył się ciemnymi chmurami, jakby planował wielki odpoczynek.

I rzeczywiście. Turyści skrywali się pod morzem wielokolorowych parasoli i plastikowych płaszczy. Nieliczni śmiałkowie dumnie kroczyli ulicami w kapeluszach łudząco przypominających torby reklamowe z pobliskiego sklepu. Tylko szczęściarze usadowili się przy stołach kawiarnianych i delektowali się czerwonym winem i pętlami spaghetti.

Bella nie miała dziś ochoty na nic oprócz krakowskiego obwarzanka, towarzystwa Baristy, butelki wina i notesu, który w końcu doczekał się swojej glorii. Każda kartka, zapisana kiedyś drobnym maczkiem, była teraz wnikliwie studiowana.

– Jak myślisz? Te ciasteczka z miętą i orzechami spodobają się naszym klientom? – Bella na chwilę oderwała wzrok od notatek.

– A nie wiem. Musimy sprawdzić. – Barista nalał sobie jeszcze jeden kieliszek wina.

– Nie pomagasz mi! – Dziewczyna była bliska płaczu. Oto zdecydowała się na zakup kawiarni, a tu nikt nie próbuje jej wesprzeć. Nawet on!

– Wręcz przeciwnie. Uważam, że teraz jest czas na ochłonięcie. Pamiętaj, że jak wrócimy, praca pochłonie każdą naszą sekundę bycia. Emocje przekuwamy na konkretne plany. Dobrze?

– Dobrze… Nie zostawisz mnie? – Bella nagle poczuła, że potrzebuje bliskości Baristy bardziej niż kiedykolwiek. – Nie zostawisz?

– Tylko na chwilę. Właśnie wnoszą moje ulubione włoskie Pane . Może chociaż na chwilę posmakuję czegoś, za czym tęsknię od kilku dni.

– A co to takiego?

– Wiesz dobrze. Jedyny składnik mojego śniadania w Krakowie, którym zawsze częstuję cię, gdy jesteśmy razem na zmianie…

– Obwarzanek? Ja też bym go schrupała.

172 ☕️ …

172 ☕️

– Tak? Czy to prawda? Sprzedasz mi naszą kawiarnię? Ty? To niemożliwe! – Bella nieomal nie zemdlała ze szczęścia.

– Bierzesz, czy nie? Więcej nie będę czekał, bo tam w Polsce czeka na mój telefon jeden człowiek, który zamierza zamienić kawiarnię na sklepik. – Szef z uśmiechem spojrzał na Bellę. Wiedział, że tylko ona poprowadzi kawiarnię tak, jak nikt inny. A on będzie mógł w końcu zrealizować swoje marzenia i zamieszkać tu, w Rzymie.

– Tak. Biorę! Biorę! Biorę! Ale pod warunkiem, że mnie nie zostawicie!

– No coś ty, nikt cię nie zostawi. – Barista pogładził Bellę po policzku. – A ja chętnie wezmę się za serwowanie twoich kaw. Jeśli tylko mnie zechcesz…