190☕️ …

190☕️

– Oliwka, co ty mówisz? Bella aż przycupnęła na balkonie. Tego nie spodziewała się po zawsze spokojnej i wyważonej kuzynce. A teraz takie wiadomości…

– Kochanie chcesz jeszcze kawy? Barista wkroczył na balkon uśmiechnięty. W myślach gratulował sobie podjęcia trudnej, acz dobrej decyzji. Juz nie będzie samotnie kroczył przez życie. Nie będzie musiał odpowiadać na zalotne uśmiechy rozanielonych turystek. Wiedział, że chce, że musi powiedzieć Belli, jak bardzo ją kocha i jak bardzo chce właśnie z nią przezywać każdą chwilę swojego życia. I wiedział, że jeszcze w tym tygodniu chce jej się oświadczyć.

Jednak nie będzie tego robił dzis. Wybierze lepszą okazję. Może Bella chciałaby pamiętać takie wydarzenie i potem opowiadać ich dzieciom, wnukom i prawnukom… Barista rozmarzył się.

– To masz ochotę na drugą kawę, czy nie? Powtórzył pytanie i pocałował Bellę.

– Kochanie! Co się dzieje?

– Oliwka chce zrezygnować z pracy. A teraz jest z ciotką Moniką w Rzymie.

– Gdzie jest?

– Rzym, rozumiesz? Rzym. Taka stolica Włoch.

189 ☕️ …

189 ☕️

– No, nareszcie jesteś kochanie. Opowiadaj, jak tam było? Wypoczęłaś trochę? Jutro musisz juz wracać do szkoły… A jak Bella? Czy ten Barista to tak chce z nią być na poważnie? Ona jest taka dobra i już raz się nacięła. Ty zresztą też, pamiętasz? Lepiej by było, gdyby jej nie zranił. – Pani Monika wyrzucała z siebie potok słów. Pytała i pytała, gdy tymczasem Oliwka postawiła przed nią pękatą filiżankę z czarną herbatą. Aromat bergamotki wolno nabierał głębi, a bursztynowy kolor płynu zaczynał przypominać spalony karmel.

Już od wyjazdu na Święta Wielkanocne w głowie Oliwki kłębiło się tysiące myśli. Chciała w Krakowie poukładać wszystkie swoje plany życiowe. I to dosłownie wszystkie. Zastanawiała się nad zmianą pracy. Ta, w której pracowała, była niezła, ale każdy dzień w szkole przyprawiał ją o mdłości. I to nie z powodu uczniów, a właśnie kolegów. Codziennie wypytywano ją, kiedy w końcu zmieni stan cywilny, albo jak się czuje , jako podległa swojej byłej przyjaciółki. Za każdym razem zdawkowo odpowiadała na każde pytanie, ale miała już tego wszystkiego po dziurki w nosie. I teraz jeszcze te pytania Moniki. Z każdą chwilą herbata robiła się mocniejsza, a rozmowa napięta.

– Bella ma się dobrze, mamo. Jej kawiarnia nabiera rumieńców i dosłownie i w przenośni. Oliwka wzięła głęboki oddech i włożyła dwa tosty do opiekacza.

– Zjadłabyś coś pożywniejszego, a nie tak na słodko. – westchnęła Monika patrząc, jak córka wyciąga z lodówki dżem truskawkowy i smaruje nim gorące tosty.

Słońce jeszcze nieśmiało zaglądało do kuchni, a jego promienie tańczyły na tafli herbacianego naparu. To był dobry moment, by porozmawiać o rzeczach trudnych i dla Moniki i dla Oliwki.

– Mamciu, ja nie chcę wracać do pracy. Bardzo źle tam się czuję, to nie moja bajka. – Oliwka długo przygotowywała się na tę rozmowę, jednak okruchy tostów tak drapały ją w gardle, że nie mogła powstrzymać się od łez. Po chwili tonęła we łzach i głośno zapijała ją herbatą.

– Ale jak to? Nie rozumiem. Nie możesz tak się zachowywać, jak rozzłoszczona mała dziewczynka, której znudziły się zabawki. Co z edukacją? Tyle się kształciłaś… Masz umowę na czas nieokreślony i teraz chcesz to wszystko rzucić?

– Muszę wyjechać. Najlepiej gdzieś daleko. Może do Rzymu?

Monika zamarła. Do Rzymu? Aż tak to jest poważne? Wpatrywała się w zapłakaną twarz córki i wiedziała, że Oliwka ma kryzys i tylko ona, Monika, może jej pomóc.

– Oliwciu zrób mi kawę i przynieś tego twojego laptopa. Trzeba zrobić rezerwację, najlepiej na jutro.

Oliwia przetarła oczy ze zdumienia. Dawno nie widziała matki tak zrelaksowanej.

– Mamo, a ty gdzie się wybierasz? Ostatnio coś tam wspominałaś o wyjeździe do Krakowa.
– Nie kochana, jedziemy do ciotki Alessandry. Andiamo! Si!

188☕️ …

188☕️

– Mamo, ale dlaczego nie chcesz ze mną do nich jechać. Będziesz sama siedzieć w te święta? Zawsze spędzamy je razem. – Oliwka już prawie siedziała na walizkach. Pociąg do Warszawy miał odjeżdżać tuż po piątej rano, a ona chciała jeszcze na chwilę spotkać się z dawną przyjaciółką, Ewą, i umówiły się właśnie na peronie na Dworcu Centralnym. Dwie godziny miały im wystarczyć na pogaduchy. Dziewczyny uwielbiały wymieniać się przepisami i przysmakami, a Oliwka miała Ewie mały prezent. Kuleczki serowe a’la Pascha autorstwa Moniki. Rarytas wśród Pasch z Podlasia.

– Kochanie będę miała gości, zapomniałaś? – Monika uśmiechnęła się szczerze. – To dla nich przygotowałam całą miskę pierogów z kaszą i ten pękaty pojemnik, który postawiłaś przed chwilą w lodówce.

Rzeczywiście, zapomniała. Tak była pochłonięta przygotowaniami do wyjazdu, że zupełnie zapomniała o wizycie dwojga gości na święta. Mieli spać w pobliskim hotelu i już mieli zapłacić za pobyt, ale zaproszenie od Belli uratowało wszystkie plany. Wyjazd Oliwki okazał się idealnie logistycznym wyjściem. Jej pokój był wolny i Monika mogła zaprosić swoją przyjaciółkę z mężem właśnie do siebie. Bedą razem na Rezurekcji, zjedzą śniadanie Wielkanocne a po obiedzie skosztują nalewki z wiśniami i kardamonem.

– Mamuś, to ja już biegnę. taksówka na mnie czeka. Gdzie masz Paschę dla mnie? – Oliwka przytuliła się do Moniki. Nie chciała się z nią rozstawać. Kobieta miała już swoje 77 lat i każdy dzień mógł być ostatnim dniem razem, ale wiedziała, że tym razem Monika miała być z przyjaciółmi. Jeszcze raz ją uścisnęła, złapała niemal w locie pudełeczko z rarytasem serowym i już jej nie było.

– Szczęśliwej drogi kochanie i pozdrów ode mnie wszystkich. I dzwoń, dzwoń, dzwoń…

– Oczywiście. Zadzwonię z pociągu. A ty wypij kawę, bo już. pewnie ostygła.

187☕️ …

187☕️

Wiosna zdecydowanie dawała porozumiewawcze znaki, domagając się umytych okien i wysprzątanego balkonu. Bella miała już ochotę na wieczory spędzane w towarzystwie przyjaciół i rodziny właśnie tu, kilka kroków od Wawelu. Stał teraz dumnie skąpany w słońcu i czekał na tłumy turystów zmierzających do komnat królewskich. Trawniki zaczynały zielenić się, a pąki młodych kwiatów tylko czekały na ukwiecenie rabat przy kościele. Bella wzięła duży łyk kawy, którą zrobiła sobie na chwilę przed wyjściem na balkon. Płyn miał zdecydowany i głęboki smak. Lekko orzechowy finisz wskazywał na ziarno Arabiki. Nic tak nie rozbudzało Belli, jak poranna filiżanka aromatycznego płynu z włoskiej kawiarki, przywiezionej rok temu z Florencji.

Rok temu? Ależ ten czas leci. Przecież jeszcze rok temu Bella zastanawiała się nad kupnem mieszkania na kolosalny kredyt i marzyła, by Barista chociaż na chwilę zaczął flirtować z nią, a nie z pięknymi klientkami, które czule patrzyły na niego za każdym razem, gdy podawał im ristretto albo cappuccino z artystycznie wymalowanymi serduszkami na puszystej piance.

Teraz mieszkanie nabierało kolorów, kuchnia zdążyła już ugościć Alessandrę, najwspanialszą Włoszkę, jaką Bella znała i pokochała, jak własną matkę, a Barista krzątał się po domu, by za chwilę dołączyć do Belli na balkonie i wypić jej ostatniego łyka kawy.

– Wyspałeś się?
– O tak, zdecydowanie. Chyba zostawię już te cateringi u Piotra. Może to i dobre pieniądze, ale czuję się zmęczony tym ciągłym obsługiwaniem podchmielonej klienteli.

Bella wtuliła się w jego czułe i silne ramiona. Nigdy wcześniej nie czuła się tak bezpieczna i nigdy wcześniej nie przypuszczała, że może być jej z tym dobrze. Teraz mogła być pewna, że chwilowy brak klientów w ich kawiarni to tylko kwestia czasu. Święta zapowiadały się pracowicie przy malowaniu nie tylko jajek ale i ścian. Ale była razem z nim, facetem swoich marzeń.

– Kochanie a co powiesz na zaproszenie paru rąk do pracy w Święta? – Barista spojrzał czule w oczy Belli, która momentalnie zarumieniła się i jeszcze bardziej przytuliła się do Baristy. Wafel, jego nieodzowny przyjaciel dumnie merdał ogonem na znak, że i on chętnie pomoże w remoncie kawiarni.

– Myślisz, że możemy zaprosić Oliwkę do nas? Byłaby przeszczęśliwa. Ona tak kocha Kraków. No i naszą kawę. A teraz chodźmy do środka. Robi mi się zimno.

Zanim weszli do domu, zadzwonił telefon. To była Oliwka, która jeszcze nie spodziewała się, że Wielkanoc spędzi z przyjaciółmi.

186☕️ …

186☕️

Chleb był pyszny. Tak zwyczajnie. Żadnych szaleństw podniebienia. Żadnych nowości kolorystycznych. Zakwas od sąsiadki w słoiczku, mąka gryczana i pszenna, łyżka miodu i soli, garść pestek dyni uzbieranych w zimie i wszystko połączone ciepłą wodą. Tak zwyczajnie…

A może nie tak zwyczajnie. Staroświecko i tradycyjnie w starej misce pamiętającej czasy, gdy mała Oliwka siadała przy stole i wpatrywała się rozmarzona w regularnie koliste ruchy ręki pani Moniki, która mocno zagarniała mąkę drewnianą łyżką, by po chwili w misce zagościła jednolita masa czegoś. Czasami był to jej domowy sernik, czasem baza do ciasta. Ale nigdy nie było tam chleba.

Monika zawsze twierdziła, że prawo do robienia chleba zawsze miała jej mama, babcia Genowefa. Kobieta delikatna, acz silna i władcza. Zawsze piekła kilka bochenków chleba, by potem karmić nimi całą swoją rodzinę. A było kogo tam doglądać. Dochowała się siedmiorga dzieci. Pani Monika była najmłodsza i to jej przyznawano przywilej „pierwszej piętki”. Nawet jej starsi bracia nazywali ją zdrobniałe Piętka.

Teraz pani Monika siedziała przy stole i z uwielbieniem wpatrywała się w nieregularny kształt domowego chleba.

– Mamo spróbuj, jest pyszny. Polecam z masełkiem. – Oliwka odkroiła piętkę.

– Nie, nie smaruj masłem. Chcę spróbować najpierw samego chleba.- Monika przesunęła chleb do swojej twarzy. Zamknęła oczy i z całej siły ucałowała.

– Jakbym była znów u mojej mamy, z braćmi i siostrami i tatusiem. -Westchnęła.

– Tęsknisz?

– Tak, ale już nie tak, jak kiedyś. Ale wiesz co? Czegoś tu brakuje…

– O nie! Czego? Wszystko robiłam zgodnie z tym, co mi powiedziałaś. – Oliwka przełknęła głośno swoją porcję chleba, posmarowaną grubo masłem śmietankowym.

Pani Monika nic nie odpowiedziała i podeszła do Oliwki całując ją czule w czoło. Potem otworzyła szafkę, gdzie stały dwa słoiki miodu.

– Gryczany będzie najlepszy. Rób nam kawę córeczko.

185 ☕️ …

185 ☕️

Półki wręcz pękały od nadmiaru mąki. Wszystkie rodzaje dumnie pyszniły się, by zwrócić uwagę Oliwki, która tym razem szukała tej jednej, gryczanej. Mimo, że nie przepadała za kaszą gryczaną, to ostatnie rozmowy z Bellą skusiły ją do przetestowania właśnie tej mąki, zwłaszcza, że sąsiadka kilka dni temu obdarowała ją małym słoiczkiem zakwasu. Teraz przyszedł czas na pieczenie domowego chleba w ciepłym zaciszu domowej kuchni.

Może pani pomóc? – Jakiś miły męski głos odezwał się zza pleców Oliwki. Wysoki mężczyzna uśmiechał się do niej, a ona poczuła, że traci grunt pod nogami.

Tak, tak. Proszę mi pomóc. Czy może mi pan podać mąkę gryczaną? Będę piec dzisiaj chleb na zakwasie i podobno gryka smakuje najlepiej z miodem, a ja mam właśnie miód gryczany. – Oliwka zerknęła na przystojniaka, który bez problemu zdjął mąkę i podał Oliwce. Teraz wystarczyło posłać mu czułe spojrzenie, by tak przy okazji pogadać o przepisach, gotowaniu, a potem może i umówić się na ciepły chleb posmarowany miodem i kawę. O tak… Kawa w ulubionej filiżance i miód na kromce świeżego pieczywa.

O wspaniale. – odrzekł przystojniak. Ja też gotuję, ale chleb? Dawno nie jadłem. Żona namówiła mnie na warzywa.

No tak, żona… Jak mogłam wyobrażać sobie, że bedą razem ze sklepowym przystojniakiem pożerać tony chleba? -Oliwka skinęła delikatnie głową, co miało oznaczać podziękowanie i oddaliła się w stronę książek. Chciała szybko zniknąć, by wtopić się w tłum zmierzający do kas, a potem w stronę parkingu, domu i miski z zakwasem. Może innym razem spotka księcia z bajki. Może nawet takiego cudownego, jak Barista.

Bella to ma szczęście, pomyślała Oliwka. Muszę do niej zadzwonić. Koniecznie. Ale teraz czas na przygodę z kawą, pachnącym chlebem i złocistym miodem w tle.

184☕️ …

184☕️

Mamo, czy uważasz, że Bella i Barista…? Jakoś tak wyglądało, gdy tu byli, że ciągnie ich do siebie.- Oliwka spojrzała w lustro, naciągnęła na głowę wełnianą czapkę wydzierganą przez Bellę na święta i uśmiechnęła się do swojego odbicia. Pasowała do jej oczu. Była taka chabrowa i cieplutka.

Myślisz, że czeka nas wycieczka do Krakowa? – Pani Monika wstała od stołu, na którym jeszcze pozostały resztki śniadania. Okruchy własnoręcznie upieczonego chleba przykleiły się do noża po maśle, a dżem wiśniowy kusząco połyskiwał w pękatym słoiku.

Wszystko wyglądało na miłość. Dwoje zapatrzonych w siebie ludzi. Wszystko robili razem. Podróżowali do tych samych miejsc. Czytali te same książki. Oglądali tylko programy kulinarne i nawet kawa, którą zaparzali o poranku, miała wyjątkowy smak. Kiedyś Barista uwielbiał intensywnie kwaśny posmak Robusty. Lubił, gdy pobudzała go do działania. Tymczasem Bella wolała delikatność Arabiki, z cudownym czekoladowym posmakiem. Teraz oboje mieszali i odprawiali zakupione ziarna i podsyłali niezliczone próbki do Białegostoku, by Oliwka, w ciszy swojej kuchni delektowania się nimi i opisywała im swoje wrażenia. To bardzo imponowało zniechęconej do swojego zawodu nauczycielce. Jej koleżanki zadowalały się wielkimi kubkami kawy rozpuszczalnej. Ustawiały potem te niedopite płyny, które ani kolorem, ani tym bardziej smakiem nie przypominały magicznie pysznej kawy. Jak mogły więc być szczęśliwe? Nie dawały sobie prawa do poznania smaków pięknych i wyrafinowanych. A potem szły do klas i zapatrzone w siebie, acz zgorzkniałe prowadziły te nudne lekcje.

Tak Oliwka widziała swoje koleżanki. I może dlatego z żadną z nich nie chciała nawiązywać bliższych przyjaźni. Każde spotkanie w kawiarni, nawet przy najbardziej wyszukanej smakowo kawie kończyło się opowieściami o wrednych uczniach i niewdzięcznych rodzicach. Nikomu nie przeszkadzał fakt, iż gadaniu o uczniach nie było końca. Nikomu, oprócz Oliwki. Ona wolała długie dywagacje o sposobach parzenia kawy, intensywności naparu i wzorach zakreślonych patyczkiem na spienionym mleku.

O tak! Sztuka Latte Art była niesamowita. Jeśli ktokolwiek odwiedzał Oliwkę, natychmiast włączała swój ekspres, wyjmowała z kredensu stary młynek i wysypywały do niego czekoladowo orzechowe ziarna kawy. Po chwili w mieszkaniu rozlegał się wesoły dźwięk zadowolonego z własnej funkcji młynka. Dzisiaj również czekała na wizytę trojga przyjaciół, z którymi podróżowała po Polsce i szalała na koncertach. Wszyscy, jak ona delektowali się każdą chwilą spędzoną w dobrym towarzystwie, przy ciekawej muzyce i kawie.

Mamo, czy mam Ci coś jeszcze kupić? – Oliwka naciągnęła czapkę mocniej na uszy. Przewiania ucha bała się najbardziej. Jeszcze miesiąc temu, niesamowity ból uziemił ją na tydzień w domu. Wtedy właśnie postanowiła, że zajmie się kawą na serio. Co do planów, to nie miała ich jeszcze sprecyzowanych, ale musiała obgadać wszystko z przyjaciółmi, zwłaszcza, że wieczorem chciała pochwalić się im swoimi najnowszymi osiągnięciami w dziedzinie malowania esów floresów na świeżej piance cappuccino.

No dobra, lecę na zakupy. Zadzwonię ze sklepu. Paaaaaa

183☕ …

183☕

– I jak? Jak było? Spotkałaś swojego księcia z bajki? – głos Belli wydawał się Oliwce trochę sarkastyczny, ale cóż. Tylko z nią potrafiła rozmawiać o wszystkim. I nie ważne, czy w danym momencie któraś z dziewcząt lekko kpiła z drugiej. Zawsze mogły liczyć na siebie. I do głowy im nie przychodziło krzywdzić się nawzajem.

Oliwka wzięła głęboki oddech i odstawiła filiżankę gorącej kawy na stół. Uwielbiała pić gorącą. Zawsze. Aromat tej, właśnie świeżo zmielonej, szybko zawładnął pokojem. Teraz jej stary stół ze stoickim spokojem gościł delikatną porcelanę na swoim blacie. Jego niemal czarna politura zdawała się być niezwykle dostojna w towarzystwie kruchej filiżanki.

– Tak. Tak. Wszyscy byli czarujący. Nad wyraz. Sami książęta i ich księżniczki. I na środku ja. Taka byle jaka, z kolcami na głowie i napisem „Nie dotykać, bo porażę prądem”.

– Oj. Aż tak było źle? To trzeba było wyjść wcześniej. Po co się męczyć? – głos Belli brzmiał rozsądnie i bardzo stanowczo.

Łatwo powiedzieć, trudniej jednak zrobić. Oliwia musiała siedzieć tuż przy szefie i jego żonie. A, że była bez partnera, to skupiała na sobie uwagę i politowanie wszystkich. Panie z księgowości, których fryzury sięgały draperii, delikatnie głaskały swoich lekko otyłych partnerów i z ubolewaniem wspominały czasy, jak to one siedziały w domu, gdy nie miały z kim iść na bal. Teraz mogły chwalić się bogato umalowanymi twarzami i świecącymi od cekinów sukienkami.

– Wiesz Bella, próbowałam się bawić. A jakże. Nawet początkowo parkiet był mój, ale gdy panowie wpadli w nastrój mocno zawiany, nie mogłam się opędzić ani od ich wszędobylskich rąk, ani od złowieszczego wzroku ich małżonek. Brrrrr… Aż mnie zmroziło na te wspomnienie. A co u was? Jak Kraków? Opowiadaj!

Nastąpiła krótka chwila ciszy.

– Bella! Jesteś tam?

– Jestem, jestem. Generalnie jestem w domu, ale pracuję dziś przy komputerze. Spisuję moje notatki z Włoch, bo wszystkie przepisy latają bezładnie po półkach. Wiesz, jak to jest, gdy nie masz kiedy rozpakować całej walizki, bo zaraz czeka cię inna przygoda, a może i przeprowadzka…

Oliwka sięgnęła po kawę, która zachęcała ją swoim intensywnym aromatem. Łyk tego zbawiennego płynu przywrócił jej wszystkie siły witalne.

– Mówisz przeprowadzka? Przecież ty dopiero kupiłaś mieszkanie i zaczęłaś je remontować. Czekaj. Czekaj…. Czy ja czegoś nie wiem?

Bella zaśmiała się cichutko i szepnęła do słuchawki.

– Zmiany… Zmiany… Zmiany…

182☕ …

182☕

– Oliwka, coś przyszło do ciebie. Jakieś dokumenty chyba. – Pani Monika położyła dość dużą kopertę na stół i zaczęła przez okno obserwować sąsiadki, które zbliżały się do klatki schodowej. – Patrz córciu, chyba znów były na wyprzedażach. Ciągle tam chodzą. A ty? Kupiłaś już sukienkę na ten twój bal?

Oliwka delikatnie pogłaskała sukienkę, która właśnie trafiła do jej skrzynki pocztowej. Tak. Skrzynki. Dziewczyna spodziewała się, że zakup w bądź co bądź rzekomo znanym i rzekomo często polecanym sklepie internetowym okaże się wielkim wydarzeniem. Nocami wyobrażała sobie, że wieczorem do drzwi puka kurier, a gdy ona otworzy, jej oczom ukaże się wielki karton, najlepiej czerwony, bo Oliwka uwielbiała czerwony, przewiązany olbrzymią wstążką.

Teraz na stole czekała na nią mizerna koperta zapowiadająca coś w rodzaju gniecionych ścierek. Nie. Nawet nie ścierek. Tam musiały być jakieś papiery i słodki, acz prześmiewczy uśmiech wypisany na jednej z nich „Znów będziesz najgorzej ubrana na balu karnawałowym”.

Bal zbliżał się wielkimi krokami i Oliwka zawsze miała dreszcze na myśl o nim. Tam rokrocznie działo się wiele. Litry szampana pomieszane z wódką, sushi ze swojską kiełbasą i te ciasta… Tony ciast. Różne kombinacje, kolory, nadzienia i smaki. Oczywiście zawsze wszystkiego było za dużo i zawsze kończyło się to dla niej tragicznie. Pamięta taki rok, gdy czuła się królową. Jednak najlepsza przyjaciółka w najbardziej nieodpowiednim momencie spojrzała na jej nogi i kazała zdjąć porwane doszczętnie rajstopy. Innym razem za bardzo smakował jej szampan, a czarne oliwki pomieszały się z tortem bezowym… Jednak zawsze czuła się najgorzej ubrana, źle umalowana, a jej twarz błyszczała, bo nigdy nie było jej stać na kosmetyczkę.

– Kochanie, pójdziesz po mleko? Mam ochotę na małe cappuccino. Przygotuję nam – pani Monika wzięła małe zawiniątko ze stołu. – Nie otworzysz?

Oliwka podała matce kopertę i nożyczki. – Ty otwórz. Ja i tak już jestem zdenerwowana. Jeśli potnę tę sukienkę, nie będę mogła jej odesłać.

– To może najpierw skocz po mleko, a potem zrobimy duże cappuccino. Albo wiesz co córciu? – Monika poszła do przedpokoju i przyniosła dwa płaszcze. – Idziemy na kawę. Już. Koniec rozczulania nad sobą.

181☕ …

181☕

Oliwka spojrzała bez entuzjazmu na walizki Belli i Baristy. – Święta, święta i już odjeżdżacie. A ja tu miałam nadzieję, że posiedzimy razem przy kominku…

– Kochanie, jakim kominku? Przecież my nie mamy kominka! – Pani Monika aż przystanęła w progu pokoju, gdzie dziewczyny siedziały już od dłuższego czasu.

– Oj mamo, kominek rzecz względna. Otworzę komputer i wyświetlę kominek. I jeszcze będą dźwięki palonego drzewa. Jak prawdziwe! – Oliwia spojrzała z rozbawieniem na Bellę, która nie mogła powstrzymać się od śmiechu.

– No tak. Znów mnie w coś wkręcacie dziewczynki, ale co jak co, będzie nam tu smutno bez was. – Pani Monika pogłaskała Bellę po twarzy – Jak ty jesteś podobna do twojego ojca i oczywiście wujka Klemensa! Te same oczy, zamyślone czoło i wiecznie uśmiechnięta twarz. – dodała.

Dziewczyny właśnie kończyły kawę, ale jedna kawa dziennie była zbyt mała porcją, by zadowolić ich kubki smakowe. Zwłaszcza, że tym razem Oliwka nie popisała się i zwyczajnie zalała zmieloną kawę wrzątkiem.

– O! Co wy pijecie? Plujkę? – Barista wszedł do mieszkania obsypany śniegiem. – Ależ w tym Białymstoku jest zimno! Mogę prosić o kawę z rumem? W końcu jest jeszcze drugi dzień świąt.

Pani Monika wzięła od gościa płaszcz i uszczypnęła go w policzek. – Ja e zaraz zrobi ci się ciepło.

– Tak? Dziękuję pani Moniko! Jest pani nieoceniona.

– Raczej niedoceniona – Monika rzuciła wzrokiem w stronę Oliwki, która zamiast odpowiedzieć matce na zarzuty, spostrzegła jakieś małe zawiniątko w ręku Baristy.

– A co tam masz? Kupiłeś coś? Dawaj tutaj.

– A i owszem. Poszedłem do galerii. Ludzi czyhających na wyprzedaże masa, ale w księgarni pustki. Zachodzę więc i … Kupiłem wam dziewczyny Przewodnik po restauracjach. Każdej po jednej. W końcu trzeba wiedzieć co i gdzie jeść…

– O tak. – Bella zabrała się łapczywie za wertowanie kartek na stronach z adnotacją KRAKÓW. Musimy oblukać knajpki, bo najlepszą kawiarnię już mamy, prawda?

– Zdecydowanie.