199 ☕️ …

199 ☕️

Książka okazała się przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. Oliwka nawet nie zauważyła, jak zaczęło świtać. Czytała bez przerwy. Nawet nie wychodziła z pokoju, gdy Alessandra i Monika zapraszały ją na schłodzone wino do ogrodu. Potem jednak przyjaciółki zdecydowały się zostawić dziewczynę samą, by po jakiejś godzinie zasnąć w hamakach rozwieszonych w ogrodzie. Teraz dookoła panowała błoga cisza, a pierwsze promienie słońca jeszcze nieśmiało przebijały się przez lekko przysłonięte okno.

Pokój, w którym zatrzymała się Oliwia był na poddaszu i w niczym nie przypominał pomieszczeń, jakie znane były dziewczynie z Polski. Każdy szczegół, lampka nocna, rama u wezgłowia łóżka, zasłony i pościel aż uginały się pod wzorami z kiści winogron. Biały kolor przeplatał się ze wszystkimi odcieniami soczyście wiosennej zieleni. Bogate złocenia nadawały pomieszczeniu znamion bogactwa. Na stole stała karafka z limonką i wodą z pobliskiej studni. Czego więcej potrzeba, by zatopić się w lekturze i zapomnieć o całym bożym świecie? Może wina na zgłębienie romantycznego nastroju, albo wręcz odwrotnie – kawy, która mogłaby pobudzić do szybszego czytania.

„Jeśli wybierasz się do Rzymu, najważniejszą i bezwzględną regułą winna być lektura Tempo di Roma.” To zdanie Dominique Costermans i Christiana Libensa wydrukowane na okładce książki Tempo di Roma zakreślone było na czerwono, jakby Bella bardzo chciała, by każdy, kto zacznie czytać o Rzymie, musiał natrafić na takie złote myśli. A było ich wiele. Bella, w przeciwieństwie do Oliwki, zawsze podkreślała fragmenty zdań, jakby chciała do tej książki powrócić, zaznaczyć, że to jest jej własność. Oliwka przeciwnie. Nie cierpiała wszelkich znaków, wolała ważne myśli oznaczyć kolorowymi zakładkami, albo małymi karteczkami. Jednak tym razem była wdzięczna Belli za wskazówki.

Oto przez niemal całą noc wędrowała po literackim Rzymie, żyła biograficznymi opowieściami Alexisa Curversa o powojennym Rzymie, Rzymie pięknym i tajemniczym. Czterysta stron wystarczyło, by zakochać się w murach tego wiecznego miasta. Teraz mogła nareszcie odetchnąć pełną piersią. Rzym był na wyciągnięcie ręki. Jakieś zaledwie kilka kilometrów. Wystarczyło otworzyć okiennice i spojrzeć daleko przed siebie.

– Oliwka! Która już godzina? Moniko wstawaj! Przespałyśmy całą noc w hamakach! – Alessandra przeciągnęła się leniwie i wcale nie wyglądała na osobę, która chciała już wstawać.

Było bardzo wcześnie, jak na pobudkę. Zegar wskazywał szóstą rano, więc nie była to pora na jakiekolwiek zdecydowane ruchy. Alessandra szturchnęła jedynie łokciem Monikę śpiącą na drugim hamaku.

– Żartujesz? Całą noc spałyśmy? Cudownie! Jak za dawnych lat! – Monika spojrzała na okno, z którego obserwowała je Oliwka. – Córciu, zrób nam dobrą kawę i pokrój placek ze śliwkami. Powinien być na stole pod ściereczką.

– Ten mój ulubiony?

– Tak kochanie. Zrobiłam wieczorem z myślą o dzisiejszym śniadaniu. A ty jak spałaś?

Cóż mogła jej odpowiedzieć? Że nie spała? Wtedy matka zacznie się zamartwiać zanim zrozumie, że można bez tchu czytać o czymś pięknym.

– Tempo di Roma, mia mamma, tempo di Roma!