196 ☕️ …

196 ☕️

– Że jak? Nie dosłyszałam… – Monika zamarła, gdy usłyszała najnowsze wiadomości, jakie od godziny Alessandra próbowała jej przekazać. – Ty się w nim zakochałaś? Przecież on nie jest Włochem?

Ostatnie zdanie wypowiedziała z wielkim naciskiem tak, że Oliwia aż podskoczyła i wylała na śnieżnobiały obrus parę kropel wina. Wieczór zbliżał się nieubłaganie, a one wciąż celebrowały spotkanie po latach. Mięsiwa i sałaty zastąpiły teraz misy z dojrzałymi morelami i winogronami. Tylko butelki wina pozostawały na swoich pozycjach. Ich zawartość zniewalała niebywałym zapachem. Aromaty świeżych cytrusów mieszały się z dojrzałością ich smaków, a Oliwka miała wrażenie, że mogłaby zostać w jakiejś pobliskiej winnicy, rzucając swoje dotychczasowe obowiązki w Polsce.

– Kto nie jest Włochem? Mamo! Kto nie jest Włochem?

Alessandra i Monika przerwały na moment rozmowę.

– Oliwko. Już tobie wystarczy. Jesteś zmęczona po podróży i chyba za dużo wypiłaś. Jutro też jest dzień, a my zostajemy tu jeszcze przez tydzień. – Monika złapała za kieliszek córki i próbowała pomóc córce wstać od stołu.

Jednak Oliwia nawet nie miała zamiaru odpocząć. Co więcej. Wino otwierało przed nią kolejne tajemnice i dziewczyna odczuwała już posmak kawy i czekolady. Niska kwasowość napoju i rubinowy kolor zachwycały świeżością. Nie można było tak zwyczajnie wstać i odejść od stołu, gdy na stole wciąż królowały dwie prawie nietknięte butelki.

– Mamo, ile ja mam lat? Czy ty w końcu zauważysz, że nie jestem małą dziewczynką i wiem, co mogę robić i co mi szkodzi?

Monika posmutniała na chwilę, widząc łzy w oczach córki. Kochała ją i wiedziała, jak bardzo Oliwka była nieszczęśliwa i jak mało jej brakowało do depresji. A może już potrzebowała pomocy specjalisty? Wyjazd miał pomóc, a tymczasem okazał się przyczyną kolejnych łez…

– Przestańcie dziewczyny, dziś każda z nas robi co chce. Tutaj jest bezpiecznie i macie się czuć, jak u siebie. A poza tym mam dla was małą niespodziankę. – Alessandra wstała od stołu i ruszyła w stronę domu, by po chwili w nim zniknąć. – Poczekajcie chwilkę- Krzyknęła na odchodnym. – Bo muszę iść po nią do kuchni.

– Mamo… Ja nie chciałam cię zmartwić. – Oliwka spojrzała na zatroskaną matkę. – Nawet nie wiesz, jak jestem Ci wdzięczna, że mnie tu zabrałaś na tydzień.

– Wiem córeczko, wiem. – Monika objęła córkę i pogłaskała ją, jak małą córeczkę sprzed lat. – I co więcej kochanie. Jeśli potrzebujesz zostać tutaj dłużej, zostaniesz. Jasne?

– Jasne mamo. Dziękuję.