192☕️ …

192☕️

Mury Watykanu niespiesznie wyłaniały się zza hotelu Michelangelo na Via Della Stazione Di S. Pietro. Wystarczyło patrzeć przed siebie, by po chwili ujrzeć piękną kopułę Bazyliki Świetego Piotra. Tłumy turystów zmierzały już na spoczynek, wiec Oliwka chwyciła matkę za rękę, by nie stracić jej z oczu. Mimo nad wyraz tanich połączeń, Monika nie włączyła roamingu przed odlotem, więc wyglądało na to, że cały pobyt będą zdane na swoje towarzystwo, chyba że Alessandra coś wymyśli i uratuje Oliwkę przed stałą kontrolą matki.

Jednak, czy taka kontrola była potrzebna? Oliwia nie miała już kilkunastu lat. Jej życie było jedną wielką rutyną. Wszędzie miała blisko. Sklep, w którym robiła zakupy był tuż za rogiem jej bloku. W przypływie szaleństwa szła do pobliskiej galerii, przymierzała kilogramy ubrań i wciskała się w przymałe szpilki po to tylko, by po chwili zasiąść przed ekranem swojego komputera i zamówić parę kreacji przez internet. Taniej? Niby tak. Grunt, że nie musiała zapraszać na wędrówkę po sklepach swoich koleżanek z pracy. Nie przepadała za ich komentarzami. Zawsze były zbyt ostre i kanciaste. Zawsze krytyczne wobec pulchnych kształtów Oliwki.

Teraz, w wygodnych butach z wyprzedaży i nowej białej bluzce Oliwia przechodziła przez ostatnią uliczkę, tuż przy Watykanie.

– Patrz mamo. Tu po prawej. Widzisz? Kaplica Świętej Moniki. Zajdziemy jutro, bo dziś jest już chyba zamknięte.

Rzeczywiście. Mała kapliczka już była zamknięta, a karabinierzy spokojnie przechadzali się wokół swoich wozów wojskowych. I mimo tak trudnego widoku, jakim były karabiny zawieszone na piersiach żołnierzy, Oliwka z przyjemnością przyglądała się ich południowym rysom twarzy.

– Przystojni, prawda? – Natalka przystanęła na moment, by nabrać tchu. Brak snu i ciągłe życie na walizkach dawały już się jej we znaki. To już nie te czasy, kiedy z Alessandrą biegały po sklepach całymi dniami, by złapać jakąś okazję. Teraz mogła jedynie czekać na przyjaciółkę z młodości, która miała zabrać ją do swojego domu. Chwila odpoczynku dobrze jej zrobi. Oliwce też się należy. Dziewczyna miała mętlik w głowie i tylko Monika widziała, jak bardzo ten wyjazd był potrzebny im obu.

Słońce powoli chowało się za budynki i jego ostanie promienie ślizgały się po murach. Nawet gołębie rozglądały się za jakimś noclegiem, a mewy, które krążyły nad miastem, zapowiadały piękną noc. Pierwszą w Rzymie. Pierwszą i ostatnią taką smutną dla Oliwii.

– Monika! Monika! Mia ragazza. Monika! Come stai? – Piękna Włoszka w wielkim czerwonym kapeluszu zmierzała w stronę uradowanej Moniki. Kolorowy szal delikatnie okalał jej szyję, a morze bransolet połyskiwało w zachodzącym słońcu. – Napijcie się kawy. Kupiłam specjalnie dla was. I weźcie te kanapki, bo zaraz mewy wyrwą mi wszystko z rąk.

– To może być tylko Alessandra. Tylko ona może tak pięknie wyglądać. – pomyślała uradowana Oliwka.