194 ☕️ …

194 ☕️

– No dobra, idziemy kochane moje. – spokojny głos Alessandry dotarł do Oliwki, mimo niesamowitego tłumu turystów, którzy chcieli mieć obowiązkowe zdjęcie przy Fontannie di Trevi. Każdy wyginał się i uśmiechał do swojego magicznego telefonu, by po chwili w skupieniu sprawdzać rezultaty własnych dokonań fotograficznych. Jeśli zdjęcie było niezadowalające, następowało coś w rodzaju powtórki z rozrywki i delikwent znów wdzięczył się do małego okienka w telefonie. Co poniektórzy robili to non stop.

Z Oliwką było zupełnie inaczej. Telefon i internet traktowała jako dobro samo w sobie, ale własne zdjęcia? I do tego na Facebooku? O nie. Co to to nie. Nie lubiła takiego sposobu kontaktu z innymi. Nie lubiła siebie na zdjęciach. I nie lubiła obserwowania życia innych. Jej koleżanki z pracy zamieszczały wszystko- dokonania wybitnych ( a jakże! ) dzieci, złote myśli, które rzekomo były ich własnymi przemyśleniami, zdjęcia z wakacji, zdjęcia z pracy, zdjęcia z partnerem i potem z kolejnym partnerem.

Ale były też i takie momenty, gdy uwielbiała śledzić blogi kulinarne. Wtedy siadała wygodnie w starym czerwonym fotelu i surfowała po necie w poszukiwaniu obiadowych inspiracji. Nawet teraz, gdy miała gościć u Alessandry, chciała poczęstować ją na śniadanie własną wersją delikatnych tostów z masłem, żółtym serem i płatkami prażonych migdałów. Wystarczyło kupić dobre składniki w jakimś supermarkecie. Już raz takie zrobiła Belli, gdy była na święta w Krakowie. Teraz wystarczyło powtórzyć sukces i już.

– Oliwko, No chodźcie już. – Alessandra wyglądała na zadowoloną. Dawno nie rozmawiała z Moniką i teraz miała jej dużo do powiedzenia. – A może zrobię nam selfie? Przecież to nasze pierwsze chwile razem tu w Rzymie.

Oliwka opieszale ustawiła się do zdjęcia. Znów miała uśmiechać się sztywno i pewnie znów wyjdzie koszmarnie.

– i co z tym zdjęciem zrobisz?
– Jak to co? Wyślę do Belli i wrzucę na fejsbuczka. A niech wszyscy wiedzą, jakie mam cudowne przyjaciółki z Polski.