191 ☕️ …

191 ☕️

Filiżanka lekko ogrzewała dłonie Oliwki, która wygodnie usadowiła się na ławie przytulonej do nasłonecznionej ściany małej kawiarenki. To tak wyglada ten Rzym. Jest zwyczajny. Bez żadnych fajerwerków i rozkrzyczanych ludzi. Marco, młody barista, który podśpiewywał sobie pod dobrze przystrzyżonym czarnym wąsikiem, co jakiś czas spoglądał z rozbawieniem na dwie kobiety. Oliwka w końcu zdecydowała się poprosić go łamanym włoskim o jeszcze jednego croissanta. Była wyjątkowo głodna po podróży, a croissant aż rozpływał się w ustach.

– Pyszne. Te croissanty są pyszne. Sami je robicie? – Marco wziął z kontuaru rogalika i postawił go przed Oliwką.

– Si! Mia mamma cuoce i croissant.

Pani Monika zerknęła w stronę młodego człowieka.

– Co on powiedział córciu? – Monika zainteresowała się w końcu swoją córką i odłożyła telefon. Od godziny rozmawiała z Bellą i ustalała jakieś szczegóły. Na szczęście roaming nie był przeszkodą, więc mogła swobodnie opowiadać Belli o planach pobytu w Rzymie. A Bella, jak to Bella, radziła co i gdzie zobaczyć, co i gdzie zjeść. Tutaj też kazała złożyć pierwszą wizytę i poczuć się, jak prawdziwe Włoszki, a nie jak turystki z zatłoczonego autokaru. Oczywiście Alessandra też już była w drodze, by zabrać dziewczyny do siebie.

– Nie jestem pewna, ale chyba, że jego mama sama piecze rogaliki. – Oliwka odetchnęła z ulgą. Uczyła się włoskiego przez ostatnie dwa miesiące, ale niestety gramatyka legła w gruzach, a słownictwo wcale nie wchodziło jej do głowy. I teraz zamiast rozpływać się w potoku słów, zastanawiała się nad każdą sylabą. Znów wyszło nie tak… Znów będą się wszyscy z niej śmiać. Znów kolejny wyjazd okaże się niewypałem.

Na szczęście kawa i croissant szybko złagodziły ból porażki językowej. Kruche ciasto rozpływało się w ustach a kawa pozwalała delektować się chwilą.

– Nic mi nie przeszkodzi od dziś w realizacji moich marzeń. Koniec ze smuteczkami. Teraz muszę w końcu zrealizować moją listę marzeń sprzed lat. – Oliwka uśmiechnęła się sama do siebie i zamknęła oczy. Słońce delikatnie głaskało jej zmęczoną twarz. Próbowała sobie przypomnieć dawno nakreślone punkty.

– Jej kalendarz wreszcie zostanie zapisany. Punkt pierwszy – zobaczyć Rzym i napić się słynnej rzymskiej kawy.